niedziela, 16 sierpnia 2015

Mini raj

Dzień 8 naszej wyprawy rozpoczęliśmy od rześkiej kąpieli w słonej wodzie zatoki. Indywidualnie, bądź w podgrupach, każdy prędzej czy później oddalił się od obozowiska w celu dogłębnego przekonania się, że widziana z obozowiska zatoka nie jest żadną fatamorganą stworzoną przez spaloną słońcem wyobraźnię. Nasze nadzieje nie okazały się płonne. Woda w cudowny sposób koiła rozgrzaną skórę i dawała wytchnienie. Szło jej to tak dobrze, że śniadaniem ugościliśmy się dopiero w okolicy godziny 13. Niczym hobbici z powieści Tolkienia, którzy najpierw zjedli, potem odpoczęli, a potem znów zjedli i znów odpoczęli nim wyruszyli w dalszą podróż, szybko udaliśmy się na dalsze leniuchowanie na plaży, gdzie testowaliśmy wyporność naszego materaca, ozdobionego napisem "Materac nie jest sprzętem pływającym". Reklamy jak zwykle okazały się kłamać, a nasz materac sprawdził się wyśmienicie. Ponadto plaża powitała dzielnych nurków wieloma krabami pustelnikami, ogórkami wodnymi, muszelkami i jeżowcami.


Około godziny 17 umyliśmy nasze wysuszone od soli ciała i zaczęliśmy przygotowania- tego wieczoru chcieliśmy zwiedzić Zadar, należało więc dumnie prezentować czyste włosy, twarze i inne części ciała. W ruch poszły golarki, szczotki, szminki, zalotki i inne narzędzia, których niżej podpisany z poczucia braku kompetencji nie ośmiela się nazywać. Gdy odmieniliśmy się już nie do poznania ruszyliśmy do oddalonego o niecałe 20km historycznego miasta.




Zadar sprawił na nas ogromne wrażenie. Tłumy turystów zalewające wąskie uliczki starego miasta, białe ściany eleganckich kamieniczek oraz pięknie oświetlony port oszałamiały i sprawiały, że ciężko było wybrać obiekt, na którym należy skupić uwagę. Jednogłośnie postanowiliśmy, że tego dnia należy zjeść coś cywilizowanego. Szybko wpadliśmy na jakąś przyjemną knajpkę, gdzie złożyliśmy zamówienia. Znalazło się pięciu śmiałków, którzy zdeydowali się na pizzę frutti di mare. Ich twarze w trakcie jedzenia przybierały najróżniejsze formy: od ekscytacji i euforii oznajmionej błogim uśmiechem w przypadku Justyny, przez lekką niepewność na twarzy Piotrka, do pełnej grymasu bólu, cierpiącej twarzy Wiktorii. Jeremi zdziwił się, że po zamówieniu pizzy pepperoni dostał placek z papryką, a Franek poszedł w miks Włosko-Włoski pizza ze spaghetti.

Po udanym posiłku postanowiliśmy się rozdzielić i dać sobie czas na zwiedzanie Zadaru. Niestety po wyjściu z restauracji okazało się, że na zewnątrz tak zwyczajnie, po ludzku- leje. Nie zrażeni, a wręcz zafascynowani widokiem dawno zapomnianego i niewidzianego deszczu udaliśmy się na spacer, po- tym razem- pustych uliczkach miasta. Po powrocie do busa okazało się, że zdał test na szczelność z wynikiem 7/10. Co prawda tylny bagażnik nie przecieka, niestety do wnętrza dostaje się odrobina wody, co spowodowane jest dziurami wywierconymi na górny bagażnik, a na których uszczelnienie zwyczajnie nie starczyło nam już czasu przed odjazdem. Planujemy nadrobić to przeoczenie jak tylko trafimy na jakiś sklep budowlany. Wróciliśmy na miejsce poprzedniego noclegu około godziny 1.30. Przemoknięci, zmęczeni i szczęśliwi. Sen dopadł nas szybko.
B.

PS. Większość postów publikujemy z publicznych wifi w McDonaldach, centrach handlowych, stacjach benzynowych itd. Łącza nie zawsze są wystarczająco szybkie, aby umożliwić nam dołączanie zdjęć, tak właśnie jest w przypadku tego i poprzedniego posta. Gdy tylko znajdzie się chwila i spora doza darmowych MB uzupełnimy poprzednie posty jeszcze większą liczbą zdjęć :)
Pozdrowienia od całej ekipy busowej!!!





2 komentarze: